Europejskie starania o utrzymanie unii walutowej nie powstrzymują pogłosek o jej rychłym upadku.
Tuzy świata finansów od jakiegoś czasu sugerują, że pierwszy ze strefy euro wyjdzie sfrustrowany kryzysem Berlin, zaś podczas ostatniego spotkania przywódców europejskich prezydent Nicolas Sarkozy użył wręcz szantażu, że Francja opuści strefę, jeśli Niemcy nie pomogą Grecji. Tymczasem wielu niemieckich przywódców z Angelą Merkel na czele coraz głośniej wzywa do wypracowania w eurolandzie takiego mechanizmu, który pozwoli wyrzucić za burtę Grecję czy jakikolwiek inny kraj członkowski, jeśli będzie nadmiernie zadłużony, a jego gospodarka pozostanie niekonkurencyjna. Wszystko po to, żeby pozostali członkowie strefy euro nie płacili za rozrzutność niewdzięczników i ich nieuzasadnione wydatki. I tak gorącym tematem stały się dzisiaj plotki, porady, groźby, sugestie i informacje "z pierwszej ręki", których motywem przewodnim jest opuszczenie strefy euro – albo przymusowe przez Greków, albo dobrowolne przez Niemców. Ale pozostaje fundamentalne pytanie: czy o takiej ewentualności możemy w ogóle rozmawiać?
Geografia unii walutowej
Naszym zdaniem we wszystkich dyskusjach o przyszłości euro brakuje argumentu politycznych podstaw utworzenia tej waluty. To prawda, że argumenty dotyczące fundamentów gospodarczych papierowego pieniądza są ogromnie istotne, ale działalność handlowa opiera się na walutach, których wartością są również decyzje polityczne. A to oznacza, że rząd musi być zdolny do wykorzystania papierowego pieniądza przy rozliczaniu zadłużenia, zaś odmowa przyjęcia waluty jako formy rozliczenia w handlu w ramach ograniczeń prawnych powinna być i jest karalna. Bezspornie obecne kłopoty z euro polegają na tym, że silna waluta nie zawsze odpowiada geografii gospodarek europejskich. Strefa euro ma jeden bank centralny, który prowadzi jedną – spójną – politykę pieniężną, bez względu na to, czy dotyczy państwa w południowej, czy północnej części kontynentu. I tu właśnie jest pies pogrzebany: euro nie przystaje do europejskiej geografii. Europa jest pod względem wielkości obszaru przedostatnim (po Australii) kontynentem na planecie, ale już pod względem liczby państw wchodzących w jej skład zajmuje pozycję wicelidera (po Azji). I nie jest tak przez przypadek, gdyż mnogość europejskich półwyspów, łańcuchów górskich, większych i mniejszych wysp pozwala na zachowanie nawet najsłabszych organów państwowych.
Pomimo tak ogromnej różnorodności, naturalne cechy geograficzne kontynentu – żeglowne rzeki, wybrzeża sprzyjające powstawianiu portów – umożliwiały i umożliwiają łatwy przepływ towarów i idei, jak Europa długa i szeroka. Zachęca to do akumulacji kapitału ze względu na niskie koszty transportu. A jednocześnie daje możliwość błyskawicznego rozprzestrzeniania się nowych technologii. I w efekcie – wzrost bogactwa europejskich krajów. Faktycznie pięć z dziesięciu największych gospodarek świata to właśnie państwa europejskie – mimo ich stosunkowo niewielkiej populacji. Kolejna rzecz – sieci europejskich rzek i mórz nie są zintegrowane, ale dzięki temu oddzielone od siebie, często małe ośrodki gospodarcze, są w stanie niezależnie generować kapitał. Aż do teraz nie ma w Europie – mimo presji integracyjnej – ośrodka, który pod tym względem przypominałby Nowy Jork. System wielu ośrodków kapitału prowadzi do zazdrosnego pilnowania tego kapitału i lokalnych, w skali kontynentu, systemów bankowych.
Przedstawiamy euro
W ostatnim czasie widać wyraźnie, że politycy strefy euro jakby zapomnieli, że inspiracją dla "ojców założycieli" europejskiej integracji były czynniki polityczne.
Przez wieki Europa była domem dla zwaśnionych państw i imperiów, a po II wojnie światowej zaczął się okres "zimnej wojny" i za bezpieczeństwo tego domu wyniszczonych narodów niemal pełną odpowiedzialność wzięły na siebie Stany Zjednoczone. Traktat z Bretton Woods pozwolił na stworzenie wespół z krajami Europy Zachodniej grupy gospodarczej, która ekonomicznie pozwoliła się podnieść tym krajom z kolan, a jednocześnie umożliwiła Stanom Zjednoczonym kontrolowanie bezpieczeństwa w tej części świata. Integracja gospodarcza na kontynencie europejskim zaczęła nabierać sensu, zwłaszcza że współpraca tych integrujących się państw z USA nie ograniczała się tylko do gospodarki, ale także do szeroko rozumianej polityki – choćby w ramach NATO. Kiedy w 1971 roku Stany Zjednoczone zrezygnowały z parytetu złota, decyzja ta wywołała niemal panikę w krajach Europy Zachodniej. Zmiana wymusiła konkurencyjność walut europejskich, ale nie wobec siebie, tylko przede wszystkim wobec dolara. Zjednoczenie Niemiec stało się kolejnym kamieniem milowym w integracji Europy. Stworzenie eurowaluty było elementem wielkiej próby nadania Berlinowi niezbędnych bodźców podtrzymania projektu zjednoczonej Europy. Ale żeby Berlin i jego gospodarka mogły stać się trzonem całej idei wspólnej europejskiej waluty, powstałe euro musiało być siłą rzeczy wzorowane na niemieckiej marce i "namaszczone" przez Bundesbank. I tak, żeby wejść do strefy euro, kraj kandydat musiał przestrzegać rygorystycznych ograniczeń (dzisiaj określanych mianem kryteriów konwergencji), czyli ni mniej, ni więcej, tylko zsynchronizować swoją gospodarkę z gospodarką niemiecką. Owe kryteria to deficyt budżetowy na poziomie poniżej 3 proc. PKB, poziom długu publicznego poniżej 60 proc. PKB, zaś inflacja nie może przekroczyć 1,5 punktu procentowego średniej z trzech krajów unijnych, których inflacja oscylowała wokół najniższego wskaźnika rocznego. No i oczywiście kraj musi przejść dwuletni okres próbny, zanim unijna waluta na stałe zagości w jego gospodarce.
Pęknięcia na nieskazitelnej, wydawać by się mogło, idei euro zaczynają się dziś przenosić na sferę zarówno gospodarczą, jak i polityczną. Przede wszystkim zaś pokazują, że mimo precyzyjnie ustalonych kryteriów konwergencji nie da się przezwyciężyć rozbieżności w warstwie historycznej i geograficznej kontynentu.
Naruszenie przez Greków paktu stabilności i zasad funkcjonowania w strefie wspólnej waluty okazały się jak na razie najpoważniejszymi, choć nie jedynymi grzechami mniej zamożnych gospodarek eurolandu. Uderzając przede wszystkim tych najsilniejszych członków strefy euro – Niemcy i Francję.
Czytaj więcej »»
Autorzy
Marko Papic, Robert Reinfrank, Peter Zeihan analitycy Stratfor – prywatnej agencji wywiadowczej założonej przez George’a Friedmana